Kategorie: Wszystkie | lotnisko, radom, suski
RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Wszystkiego co najlepsze w 2013 roku!

Spełnienia najskrytszych marzeń, zarówno tych związanych z życiem osobistym, zawodowym, jak i polityką, zdrowia i wytrwałości w dążeniu do wyznaczonych celów wszystkim Czytelnikom mojego bloga, znajomym i przyjaciołom
Marek Suski 

20:55, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

Mnóstwa ciepła i radości niechże w Waszym domku zagości,
na wigilijnym stole jedzenia wszelakiego i picia wybornego,
niech pieniądz Wam szeleści, a miłość niech Was w życiu pieści. Wszystkim Czytelnikom bloga, przyjaciołom i znajomym
Marek Suski


13:45, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 grudnia 2012
Obradowała Rada Polityczna PiS

- Nasze zadanie, które musimy traktować nie jako zadanie partyjne, lecz narodowe, to doprowadzenie do jak najszybszego odsunięcia tej władzy, która Polskę niszczy, a jednocześnie jest nieustannie z siebie bardzo zadowolona - to stwierdzenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego otworzyło sobotnią Radę Polityczną Prawa i Sprawiedliwości. Podczas niej była też mowa tegorocznym potwierdzeniem tezy stawianej przez PiS od dłuższego czasu, że nie było w Polsce od 1989 roku gorszego rządu niż ten, który jest obecnie. Widać to niemal we wszystkich dziedzinach życia, a szczególnie w obszarze finansów publicznych.

Rada Polityczna przyjęła także pięć uchwał. Są to: uchwała ws. powstrzymania działań rządu Donalda Tuska prowadzących do prywatyzacji Polskich Kolei Liniowych, uchwała ws. uczczenia 150. Rocznicy Powstania Styczniowego, uchwała „Pamięć i Sprawiedliwość”, uchwała ws. obrony polskiej ziemi, uchwała ws. aktu profanacji Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze.


piątek, 14 grudnia 2012
Tym razem maszerowaliśmy w stolicy

Wiele tysięcy osób uczestniczyło w czwartkowym Marszu Wolności, Solidarności i Niepodległości. Stanowił on okazję do podziękowań wszystkim, którzy walczyli w podziemnej Solidarności, którzy działali w innych organizacjach, a było ich bardzo wielu. W imieniu uczestników marszu, podziękowania składał prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński. Zwrócił się także do tych, którzy nie opuścili rąk i powiedzieli: "nie pozwolimy", powiedzieli: "będziemy kontynuować podjęte dzieło", powiedzieli: "Sierpień się nie skończył, Sierpień jeszcze przyjdzie, przyjdzie zwycięstwo". I przyszło, chociaż nie było ono pełne.

Uczestnicy podnosili także hasła, które ukazywały prawdziwy "cud gospodarczy", o którym wiele razy mówił premier Tusk. Widać, jak wielkim problemem jest brak pracy wśród Polaków.

W stolicy manifestowali również ci, którzy stają w obronie wolnych i niezależnych mediów.

 



12:23, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 grudnia 2012
Mój stan wojenny

Za oknami jest szaro i smutno. Czuje się nadchodzącą zimę. Nastrój jesiennego przygnębienia po stracie letnich ciepłych dni dopadł mnie jak co roku o tej porze. Pamiętam, że tak samo było w roku 81 kiedy to właśnie odbywałem służbę wojskową. Szarugę w  tamte dni rozjaśniała mi perspektywa zbliżającego się 5 dniowego urlopu. Zdawało mi się, że nawet jadowity deszcz za wałami i murami Warszawskiej Cytadeli, to najwspanialsza pogoda, bo choć na chwilę można było poczuć się wolnym i móc zrzucić mundur, który nosiłem z mieszanymi uczuciami, bo przecież polski  ale zarazem ludowy. A tak naprawdę pod tą tzw. ludowością czaiła się lekko przypudrowana kontynuacja stalinizmu i był to symbol poddaństwa wobec Moskiewskiego chama. Mundur tym bardziej zohydzony im silniej próbowano wmówić mi iż nosić go to zaszczytny patriotyczny obowiązek. Choć nad trwałością sojuszu Polsko Sowieckiego czuwała „ surowa ręka sprawiedliwości ludowej”, która miała sięgnąć każdego kto by go kwestionował. Przypadek sprawił, że akurat wtedy byłem w wojsku i to blisko centrów decyzyjnych powołujących WRON.

Dziś po latach moja córka zapytała mnie –„tatuś co to ten stan wojenny i czy warto o tym mówić przecież to historia”. Dla niej i dla wielu Polaków stan wojenny, Powstanie Warszawskie, Katyń, zabory, jak i wszystko inne z przeszłości zdaje się być wymieszane w zapomnianym kufrze historii gdzieś na zakurzonym strychu. Można powiedzieć, nic dziwnego przecież to już prawie dwadzieścia lat. Sam dobrze zapamiętałem tamte dni, gdyż był to czas szczególny, jednak pewne zdarzenia z trudem umiejscawiam chronologicznie nie mówiąc o nazwiskach. Dla mnie dawniej, tak jak dziś dla mojej córki, świat Powstania Warszawskiego, stalinowskiego terroru, wygnania moich przodków z  rodzinnego domu, był taką samą zakurzoną historią, która jakkolwiek bolesna, wydawała się być miniona i jako nieodwracalna w zasadzie bezwartościowa.

Przyszedł jednak czas roku 80, roku wielkich nadziei na zmiany. Ludzie z dumą nosili głowy, uśmiechali się tajemniczo na ulicach kiedy podczas dziennika TV wychodzili na spacer aby zamanifestować, że nie wierzą już w rządowe kłamstwa. Cichy bunt przeciw tyrańskiej władzy wszech ogarnął  prawie wszystkich. I choć wiara w  odrodzenie się wolnej Polski pojawiła się najpierw jako piękne marzenie to już wkrótce zdawała się  być faktyczną możliwością. Wielu ludzi miało świadomość, że władza zdolna jest do wszystkiego aby tylko utrzymać się u koryta. Pomimo to znowu poczuliśmy się wielkim narodem zdolnym zmieniać świat na lepszy. Jakże dziś brak nam tej wiary!

Niedawno rozmawiałem o stanie wojennym z młodym człowiekiem z Ligi Republikańskiej. Kiedy opowiadałem mu o swoich przeżyciach, zdałem sobie sprawę, że uczestniczyłem w wydarzeniach opisanych wielokrotnie ale nie spotkałem żadnego od strony szeregowego żołnierza jakim wówczas byłem. I jeśli nawet moje wspomnienia nie mają wartości historycznej to i tak postanowiłem je utrwalić. Trochę dla samego siebie, a może bardziej dla moich dzieci, aby mogły obejrzeć tamten miniony świat oczyma swojego taty.

A było to tak: Zostałem wcielony do wojska jesienią 80 roku do jednostki zabezpieczenia Sztabu Okręgu Warszawskiego z przydziałem na kompanię gospodarczą. Była to kompania tzw. fuchmistrzów. Byli w jaj składzie kucharze, plastycy, muzycy, kreślarze ze sztabu okręgu itd. Już  wiosną roku 80 koledzy pracujący w sztabie okręgu opowiadali o przygotowywanych mapach, na których planowano zajęcie warszawskich mostów przez wytypowane jednostki. Zaplanowano miejsca w podwarszawskim lesie na alarmowe centrum dowodzenia. Wkrótce ogłoszono stan podwyższonej gotowości  bojowej a w końcu alarm. Łącznościowcy rozstawili swoje „pajęczyny”, zjechały „Skoty”. Liczny sprzęt stał w gotowości bojowej. „Stare” wojsko ze znawstwem twierdziło, że jeszcze takiego alarmu nie widzieli. Zmobilizowano rezerwistów. Mnie uznanego za opornego żołnierza Szef kompani oświadczył, że jak zwykle zgłosiłem się  na ochotnika, tym razem do batalionu uzupełnienia rezerw jako fryzjer. Przybywający do jednostki ludzie nie robili wrażenia wystraszonych czy choćby  przygnębionych. Byli to naprawdę wolni i odważni ludzie. Ostentacyjnie nosili znaczki Solidarności a kilku miało wąsy a`la Wałęsa. Wymagali nie tylko dla siebie a nawet dla swoich rzeczy szacunku. Dawali nam do zrozumienia, że wcielenie do wojska traktują jako rodzaj restrykcji. Z tych powodów początkowo traktowali nas jak narzędzie tyrańskiej władzy i swoich przeciwników. Szczególnie w pamięci zapadł mi kolejarz, który bez ogródek domagał się szacunku dla swojego munduru a nas głośno nazwał sługusami komuny. Równie głośno odparłem mu, że „jestem tak jak on wcielony do wojska bez mojej zgody tyle że parę miesięcy wcześniej od niego, i że on za chwilę kiedy założy mundur stanie się takim samym sługusem komuny jak my”. I choć na sali znajdowali się żołnierze zawodowi to ci którzy usłyszeli naszą wymianę zdań, zareagowali gromkim śmiechem. Dalszy pobór przebiegał niemal w koleżeńskiej atmosferze.

Piszę o tych zdarzeniach bo moim zdaniem  tak poważnie przeprowadzony alarm był czymś w rodzaju próby wprowadzenia stanu wojennego. Być może nawet jak twierdzą niektórzy historycy, władze rozpatrywały wprowadzenie stanu wojennego już wiosną. Tymczasem jednostka żyła własnym życiem i po pewnym czasie wszystko zaczęło wracać do normy. Co prawda w kraju od czasu do czasu dochodziło do niepokojów i jak ówczesna władza określała tzw. „elementy wywrotowe” nasilały swoją działalność to w wojsku był względny spokój. O jednym wszakże incydencie chciałbym wspomnieć. Otóż w połowie września będąc na poligonie uczestniczyłem z niewielkim odziałem w odprawie przed wyjazdem na poligon zagraniczny. Wtedy to przybyły generał (niestety nazwiska nie pamiętam) oświadczył: „Możecie bez obaw jechać za granicę. O  sytuację w kraju bądźcie spokojni bo jest ona pod całkowitą kontrolą i to bardziej niż może wam się to wydawać. Jeśli zajdzie konieczność zrobimy porządek w jeden dzień”. Takie oświadczenie wywołało uśmiech powątpiewania nawet na twarzy kilku oficerów. Słowa te jednak już wkrótce miały się potwierdzić. Z poligonu wróciliśmy w listopadzie. I niedługo potem wprowadzono nowy sygnał alarmowy „Sputnik Warszawski”. Wytypowano ludzi, którzy na ten sygnał mieli zwieźć kadrę oficerską do jednostki. Ja z poligonu przywiozłem 5 dni urlopu nagrodowego i z niecierpliwością oczekiwałem na sobotę 12 grudnia kiedy to miałem wyruszyć do domu. Niestety w poniedziałek 7 grudnia podwyższono stan gotowości bojowej i wstrzymano wszelkie wyjazdy. Miałem jeszcze nadzieję że do soboty zostanie on odwołany, ale nic z tego. Tymczasem koledzy ze sztabu kolejny raz mówili o kreślonych planach zabezpieczenia kluczowych miejsc w Warszawie i Ursusie. Wspominali również o licznych telekonferencjach z Moskwą. Wracali z pracy późno w nocy. Telewizja coraz częściej pokazywała strajki i „ekscesy” „nieodpowiedzialnych elementów” z Solidarności. Jakieś drewniane pałki i łańcuchy które rzekomo stanowiły wielkie zagrożenie dla władz. W środę na odwiedzinach ostrzegałem moją mamę o przygotowaniach do wprowadzenia stanu wyjątkowego lub czegoś podobnego. Stan wojenny nie przyszedł mi do głowy. W sobotę Szef  kompanii jak zwykle na ochotnika wyznaczył mi służbę. 

Była ciemna grudniowa noc. Zamiast w domu siedzę na pustym korytarzu przy stoliku z dwoma telefonami. Cicho gra radio. Szukam jakiejś wesołej muzyki w sobotni wieczór, ale ku mojemu zdziwieniu na wszystkich kanałach Chopin. Pomyślałem, że chyba umarł ktoś ważny.  Nagle zadzwonił telefon z tarczą. W słuchawce usłyszałem: „ogłaszam Sputnik Warszawski”. Obudziłem „sputniki”. Bez entuzjazmu wyruszyli wypełnić zadanie, nie mieli pojęcia, że właśnie zapoczątkowali stan wojenny w naszej jednostce. Naiwnie pomyślałem, że najgorsze tej nocy mam już za sobą. Jakże się wtedy myliłem. Właśnie przed sobą, miałem najtrudniejsze godziny w wojsku.  Jakiś czas nic się nie działo. Zdążyłem ochłonąć. Aż tu nagle znowu dzwonek. Tym razem - telefon bez tarczy. A ten nigdy nie głosił dobrej nowiny. - Ogłaszam Alarm! Niewyraźnie, pośród licznych głosów zgłaszających się podoficerów dyżurnych, brzmiał beznamiętny głos oficera dyżurnego. Z niedowierzaniem sprawdziłem na tablicy alarmów, był najostrzejszy. Po chwili cała jednostka wrzała. Rozdano nam broń. Bardzo szybko zjawiła się kadra zawodowa. Jednak ku mojemu zdziwieniu nic się nie działo. Dopiero po kilkudziesięciu minutach dowódca kompani zarządził zbiórkę i odczytał rozkaz o wprowadzeniu stanu wojennego. Przez korytarz  przetoczył się cichy pomruk zdziwienia padło kilka nerwowych pytań –Kto na nas napadł? -Komu wypowiedzieliśmy wojnę? -Z kim mamy walczyć? Głosy pełne napięcia poszukiwały odpowiedzi, bo ani rozkaz ani dowódca nie precyzował wroga. Odpowiedzą było stwierdzenie, że „mamy do obrony fragment muru Cytadeli i jak będą podchodzić to mamy strzelać”. – Ale do kogo? Kto nas napadł? wojsko nie dawało za wygraną. –Do tych co będą podchodzić, dopowiedział dowódca. - Do ludzi nie będziemy strzelać! Z końca kompani ktoś wrzeszczał „prędzej tobie jaja wyrżnę niż będę strzelał do ludzi”. Zapadła nagła cisza. -Kto to powiedział niech wystąpi. Jeszcze głośniej ryczał dowódca. Staliśmy w ciszy w wielkim napięciu. Zdawało się że zaraz coś pęknie. Tym czasem na kompanię zaczęto wnosić skrzynki z wódką. – Wódka! Dadzą nam  wódki! I napięcie pękło. Pomyślałem jakie to dziwne, właśnie ogłoszono wojnę a widok butelek dla tak wielu jest wydarzeniem większej wagi. Moment zamieszania umiejętnie wykorzystał dowódca kazał się rozejść a sam skrył się do kancelarii. Byliśmy zdezorientowani. W atmosferze dyskusji o wojnie i wódce upływały godziny. Nic się nie działo zupełnie jak w wiosennym alarmie kiedy to kilka godzin przesiedzieliśmy bezczynnie w świetlicy zanim przydzielono nam zadania. Dopiero  przemówienie Jaruzelskiego rozwiało wątpliwości. Władza wypowiedziała wojnę swojemu narodowi. Udałem się do biblioteki. Wypożyczyłem Manifest Komunistyczny i kilka książek Marksa Engelsa i Lenina. Ich zawartość stała w jaskrawej sprzeczności z rzeczywistością. Do obiadu wybrałem kilkadziesiąt cytatów. Jackowi Jagoszowi kompanijnemu koledze, który prowadził radiowęzeł zaproponowałem zrobienie audycji „Przy muzyce o Juncie”.  Zgodził się bez mrugnięcia okiem śmiejąc się z mojego pomysłu. Mottem było stwierdzenie: „Rząd używający armii przeciw narodowi to junta”. Audycja trwała długo. W przerwach pomiędzy muzyką cytowałem klasyków komunizmu. Po powrocie na kompanię koledzy przyznawali rację, że to junta a nas chce się użyć przeciw naszym rodakom. -„My strzelać nie będziemy” mówili. Padły także i słowa krytyki. Otóż szef organizacji ZSMP w jednostce powiedział, że dla niego nasza audycja była za mało lewicowa. I tak upłynął pierwszy dzień stanu wojennego. Rano okazało się że ktoś doniósł. Stanęliśmy do raportu przed najwyższą władzą w jednostce. Dowódca Jednostki jego zastępca ds. politycznych i Szef Sztabu. Zapytano nas czy to my zrobiliśmy wczorajszą audycję. -„Tak jest” odpowiedzieliśmy chórem. - Mówiliście o juncie- żołnierze. – Cytowałem Marksa Lenina i Engelsa – odparłem. – Ale cytaty były tendencyjne, stwierdził dowódca. Właśnie na to czekałem. Być ukaranym za marksistów przez marksistów. – Czy cytaty z Marksa Lenina i Engelsa mogą być tendencyjne? Odpaliłem pytaniem. Dowódcę zatkało. Najwyraźniej nie wiedział co robić. Po chwili milczenia kazał nam odmaszerować dodając, że decyzja w naszej sprawie zapadnie wkrótce. Jednak oczekiwaliśmy na nią prawie trzy miesiące. Tymczasem jako niepewny element zostałem odsunięty od działań stanu wojennego. W praktyce oznaczało to, że nie chodziłem na patrole po mieście. Osobiście uważałem to za nagrodę, gdyż  patrolowanie ulic było w moim odczuciu choćby nieakceptowanym ale jednak udziałem w służbie złu. W pierwszym okresie stanu wojennego nasiliło się nastawianie wojska przeciw społeczeństwu. Wychodzących na patrole straszono zagrożeniem od ludności cywilnej. Zakazywano przyjmowania trunków i pokarmów bo mogły być zatrute. Chłopcy jednak z każdym dniem wracali z patroli coraz bardziej weseli. Opowiadali jak wołano ich na gorącą herbatę a na stole znajdowała się flaszeczka i ciepła zakąska. A zima była wtedy mroźna. Takie akty sympatii bardzo podnosiły na duchu. Społeczeństwo w szeregowym żołnierzu nie widziało wroga i może poza pierwszym okresem szoku po wprowadzeniu stanu wojennego było na ogół  życzliwe.  Sympatia była obustronna. Wojsko co prawda wykonywało rozkazy ale z niechęcią bądź nawet celowo nieudolnie. Najlepiej zobrazuje to opowieść jednego z kompanijnych kolegów:

Został przydzielony do patrolu poszukującego przeciwników ustroju. Otrzymali rozkaz internowania studenta. Udali się pod wskazany adres. Drzwi otworzyła starsza kobieta. Powiedzieli jej o celu wizyty. W odpowiedzi usłyszeli, że poszukiwany jest nieobecny. Wtedy służbowym tonem poinformowali  ją, że zaraz może przyjść milicja i pewnie przeprowadzi rewizję. W tym momencie z łazienki wychyliła się głowa młodego chłopaka. Kobieta z rozpaczą  popatrzyła na patrol. Nie było wątpliwości, że to właśnie poszukiwany.  Widząc to dowódca patrolu pośpiesznie zasalutował i dał komendę do odwrotu. Zanim odjechali zobaczyli jak widziany wcześniej młodzieniec w pośpiechu opuścił blok. Nawet wcześniejsi zwolennicy władzy ludowej, niezbyt gorliwie wspierali poczynania WRON. Powołany na ławnika sądu wojskowego kolega z sali  (zresztą członek ZSMP) opowiadał o swoich wnioskach łagodzenia wyroków i zasądzania zawieszenia wykonania kary. Nie był to co prawda akt szczególnej odwagi, ale iść na 3 lata do więzienia za ulotki bądź dostać 2 lata w zawieszeniu, to jednak znaczna różnica. Przytaczam te dwa epizody jako dowód na to, że wojsko w swej masie w większości obojętnych politycznie szeregowców było niechętne a nawet przeciwne stanowi wojennemu. Kilku kolegów z jednostki nie powróciło z urlopów po jego ogłoszeniu. Złapanych przywożono do jednostki i odsunięci od działań stanu wojennego oczekiwali na „dalsze decyzje” w swoich kompaniach . W tym czasie nasiliło się inwigilowanie wewnętrzne armii. Głośny był incydent  wiersza ośmieszającego WRON. „Gumowe ucho” jak nazywaliśmy kontrwywiad prowadził rozległe śledztwo. Autora wykryto i również jako „niepewny element” oczekiwał na „dalsze decyzje” odsunięty od działań stanu wojennego. Oficer MSW jak nigdy odwiedzał żołnierzy w ich miejscach pracy. Delikatnie kierował rozmowę na tematy dotyczące nastrojów wojska . Pamiętam kiedy przyszedł do naszej pracowni i klucząc chciał wysondować nasze zdanie. Z uśmiechem zapytałem czy pisze kolejny raport o nastrojach. On ponownie swoje, że to wizyta przyjacielska, że my jesteśmy inteligentni i na pewno rozumiemy więcej niż inni. –„Niech pan spyta wprost obywatelu poruczniku. Co myślimy o tym wszystkim? A wtedy my powiemy, że mamy to wszystko w d...”.    Więcej nas nie nawiedzał. Stan wojenny miał jednak dla wojska jedną dobrą stronę. Chociaż najpierw wstrzymano całkowicie wszelkie wyjazdy do domu a potem ograniczano do minimum, to jeździło się na przepustki w mundurze polowym. To bardzo ułatwiało tzw. „lewizny” czyli samowolne wyjścia poza jednostkę. Mundur dawał możliwość poruszania się po mieście w godzinach nocnych a także pomiędzy miastami. Wystarczał tylko zwykły blankiet przepustki, a o taki nie było trudno. Trzeba tylko było mieć dobre stosunki z kompanijnym pisarzem. Wychodziło się normalnie przez bramę, dalej komunikacją miejską do rogatek. Tam trzeba było się zameldować i poprosić o wsadzenie do samochodu, który akurat jechał w pożądanym kierunku. W każdym takim przypadku poproszony odpowiadał pozytywnie, no bo jak odmówić kiedy szlaban w rękach proszących. Sam korzystałem z tego sposobu podróżowania wielokrotnie. Zdarzało się nawet, że kierowca dowiedziawszy się w drodze, że jestem zwykłym żołnierzem jadącym na przepustkę podwoził mnie pod dom.

Tymczasem minęły prawie trzy miesiące. Pewnego  dnia dowódca kompani z sadystycznym uśmiechem rozkazał mi i Jackowi zgłosić się do sztabu po zaległą działkę (czyli karę). Punktualnie o 9 zameldowaliśmy się u zastępcy jednostki ds. politycznych. Ten grzecznie poprosił nas abyśmy usiedli i zaproponował kieliszek koniaku. Byliśmy tym bardzo zaskoczeni. Politruk był osobą kulturalną co kontrastowało z moim wyobrażeniem o komunie a jego wyróżniało z pośród kadry oficerskiej. Przez głowę przebiegła mi myśl, że to jego własna inicjatywa osłodzenia wyroku jaki nam zaraz oznajmi. Jednak po pierwszym kieliszku powiedział, że możemy być spokojni bo nie zostaniemy ukarani i zaproponował następny. Zadał nam pytanie: -Co wolicie 5 dni urlopu czy awans? –Pięć dni urlopu! Samo wyrwało nam się z ust. –To dostaniecie awans.  - Nie chcemy. Powiedziałem za siebie i kolegę. – No to dostaniecie i awans i pięć dni urlopu, tylko nie wygłupiajcie się więcej. Poręczyłem za was. Ponadto nadal będziecie odsunięci od działań stanu wojennego. Dowództwo długo myślało co z wami zrobić. Ukarać za Marksa i Lenina nie można. Zostawić bez echa także. Jedyne wyjście awansować. No i macie awans. Awans za stan wojenny to nie powód do dumy ale mimo wszystko odczułem ulgę. W głowie rodziły mi się pomysły do kolejnych potyczek w mojej prywatnej wojence z komuną. W tym czasie osądzono innych niepewnych żołnierzy równie łagodnie jak nas. Można zaryzykować tezę, że władza opanowała sytuację w kraju ale miała świadomość swojej słabości. Doszli do wniosku, że konfrontacja nie będzie konieczna i niecelowe jest także zaognianie sytuacji. Świadczyć o tym może jeszcze jedno wydarzenie. Któregoś dnia  do sali żołnierskiej dotarły dramatyczne odgłosy. – O Jezu, o k....!  Wybiegłem na korytarz i pierwszego z lamentujących zapytałem co się stało. –Wódkę zabierają! - odparł płaczliwym głosem. Kompanię ogarnęła istna rozpacz, większa niż po wprowadzeniu stanu wojennego. I oto tak komuna straciła w mojej kompani resztkę sojuszników. Ostatnim gwoździem do trumny było przedłużenie służby wojskowej. Ile nieszczęść spowodowało trudno ocenić ale tylko w mojej kompani 2 rozwody. Z każdym dniem narastała wrogość wojska od WRON. Wielokrotnie zmieniano datę wyjścia do cywila. Rozkazy wprowadzano w taki sposób, że kiedy wojsko już miało iść do domu, ogłaszano kolejne przedłużenie. Taka praktyka powodowała wręcz nienawistną złość. Była to prawdziwa tortura. Wtedy nabrałem przekonania, że komuna nieuchronnie upadnie i to prędzej niż myślałem.  Jakaś część władzy również zdała sobie sprawę, że zabrnęli w ślepą uliczkę. Pod koniec  81 roku w sztabie w kuluarach narady oficerów dyskutowano konieczność opracowania planu, w którym po przejęciu władzy przez opozycję warunki zmuszą do szerokiego udziału fachowców z PRL-u w nowej sytuacji. -Przecież te prostaki bez nas nie dadzą sobie rady. Najpierw wpuścimy ich w błędne decyzje a potem sami przyjdą do nas po pomoc. Mówił jeden z głównych specjalistów sztabu okręgu.  Pomyślałem, że ludzie nie dadzą się nabrać na takie płytkie chwyty. Jednak swoje plany mogli jeszcze doskonalić przez kilka lat. Usiedli do okrągłego stołu w pełni przygotowani. Z pewnością dzisiejsza sytuacja nie jest w pełni wynikiem tamtych planów, ale tak dobra pozycja byłych komunistów, to z pewnością największy paradoks rzeczywistości obecnej Polski. 


Tagi: Suski
22:27, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
Z Sejmu RP na marsz

Trwa ostatnie tegoroczne posiedzenie Sejmu RP. Korzystając z okazji, chciałbym przypomnieć i zachęcić do udziału w Marszu Wolności, Solidarności i Niepodległości. Jego początek zaplanowany jest na czwartek, 13 grudnia, na godz. 18 pod pomnikiem Witosa na placu Trzech Krzyży. Wszyscy uczestnicy zgodnie podkreślą, że trzeba dziś niepodległej i bezpiecznej Polski w solidarnej Europie. Trzeba godnej pracy, sprawiedliwej płacy i wolnej przedsiębiorczości tu, w kraju. Trzeba rzeczywistego prawa do ochrony zdrowia. Realnych nadziei młodego pokolenia na własne mieszkanie i założenie rodziny. Trzeba wsparcia dla rodzicielskich planów młodych – Polska bez dzieci nie będzie miała przyszłości. Trzeba równych szans w życiu publicznym. Szkolnej edukacji wychowującej w miłości do ojczyzny. Trzeba prawdy i wolności – dzięki pluralizmowi i trwałym wartościom – w telewizji, radio, prasie i internecie. Marsz będzie więc również okazją do zamanifestowania poparcia tych, którzy bronią wolnych mediów.

 

13:34, marekzpisu
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Obchodzimy kolejną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej

Tradycyjnie jak co miesiąc, 10 grudnia, w warszawskiej archikatedrze św. Jana odprawiona została msza św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Później, razem z innymi jej uczestnikami, m.in. Jarosławem Kaczyńskim, udaliśmy się przed Pałac Prezydencki, gdzie złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicze. 

Także w Radomiu odprawiona zostanie msza święta w kościele pw. Świętej Trójcy (godz 17) w intencji ofiar, na którą serdecznie zapraszam. 

sobota, 08 grudnia 2012
Empatia premiera Tuska na poziomie rzeźnika od uboju rytualnego

Trwa dyskusja o tym, czy w Polsce będzie dopuszczalny ubój rytualny. Od kilku lat ubój zwierząt ze szczególnym okrucieństwem jest zabroniony. Tymczasem rozwinęła się nielegalna praktyka takiego uboju. Na czym to polega? W wielkim skrócie chodzi o uśmiercenie zwierzęcia świadomego poprzez powieszenie go głową w dół i podcięcie mu żył w taki sposób, aby pracujące serce wypompowało krew z organizmu, co doprowadza do śmierci. Zwierzę całkowicie świadome cierpi i wyje z bólu. Zdarza się, że wrażliwy na płacz umierającego zwierzęcia rzeźnik wypala struny głosowe swojej ofiary. Wtedy śmierć następuje w ciszy i nie drażni nerwów rzeźnika.

Tymczasem Premier zapytany wczoraj o możliwość dopuszczenia uboju rytualnego w Polsce odparł, że: „trzeba zbadać czy ubój rytualny jest jakościowo boleśniejszy z punktu widzenia zwierząt niż ubój metodami tradycyjnymi”. Ciekaw jestem, jak premier chce to badać? Może dokona badania na swoich ministrach albo posłach? Bo oni są wyjątkowo wygadani i mogliby zrelacjonować dokładnie poziom bólu. Chociaż osobiście im tego nie życzę. Natomiast przypalenie strun głosowych w przypadku niektórych z nich mogłoby być dobrym początkiem naprawy języka w naszym kraju, o co chce przecież zabiegać premier. W PO są na pewno oddani premierowi ludzie, którzy i w tym go wesprą. To może Niesiolowski zgłosiłby się na ochotnika?

Tagi: PO Tusk zart
18:41, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 grudnia 2012
Gadowski zagości w Resursie

W najbliższy piątek odbędzie się niezwykle ciekawe spotkanie, na które zaprasza m.in. Radomski Klub Gazety Polskiej. Jego gościem będzie Witold Gadowski, zakopiańczyk, reporter, autor  wydanej wspólnie z Przemysławem Wojciechowskim książki „Tragarze śmierci". Jest on laureatem wielu dziennikarskich nagród m.in. Grand Press i dwukrotnie nagrody „Watergate". Stworzył wiele filmów dokumentalnych, reportaży telewizyjnych i prasowych. 

Spotkanie autorskie z Witoldem Gadowskim połączone z promocją najnowszej książki pt. "Wieża komunistów" odbędzie się po projekcji przygotowanego na tę okazję filmu. Odbędzie się ona w sali kameralnej radomskiej Resursy Obywatelskich o godz. 18.

23:06, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2012
Zapraszam na marsz Wolności i Solidarności

13 grudnia to data, którą doskonale zna każdy. W 1981 r. Polacy mieli być pozbawieni nadziei na uzyskanie wolności i niezawisłości, o którą walczyli. - Chociaż stan wojenny przyniósł polskiemu społeczeństwu, naszej gospodarce i kulturze wiele strat, to jednak po 13 grudnia my, Polacy, raz jeszcze pokazaliśmy, że potrafimy wybrać i obronić wolność, solidarność i niepodległość nawet w czasach trudnych - napisali organizatorzy Marszu, który odbędzie się właśnie 13 grudnia.

W Warszawie spotkamy się więc, żeby przypomnieć doświadczenia sprzed 31 lat, które pozostały częścią polskiej pamięci i tożsamości. Komitet, który odpowiada za to wyjątkowe spotkanie zachęca: Historia nie ma końca. Także i dziś, w początkach XXI wieku, ponad dwie dekady po odzyskaniu suwerenności oraz praw politycznych i związkowych – a więc w czasach łatwiejszych – wolność, solidarność i niepodległość pozostają wciąż naszym wyzwaniem. Ciągle aktualne są słowa Ojca Świętego, Jana Pawła II, z którymi szliśmy w Marszu przed rokiem: "nie ma Europy Sprawiedliwej bez Polski Niepodległej". Wciąż aktualna jest diagnoza Papieża – Polaka, że "wolności nie można tylko posiadać, nie można jej zużywać. Trzeba ją stale zdobywać i tworzyć przez prawdę".

Także ja zachęcam do udziału w marszu i podpisuję się pod listą tez, które będą podnoszone w jego trakcie: że trzeba dziś niepodległej i bezpiecznej Polski w solidarnej Europie. Trzeba godnej pracy, sprawiedliwej płacy i wolnej przedsiębiorczości tu, w kraju. Trzeba rzeczywistego prawa do ochrony zdrowia. Realnych nadziei młodego pokolenia na własne mieszkanie i założenie rodziny. Trzeba wsparcia dla rodzicielskich planów młodych – Polska bez dzieci nie będzie miała przyszłości. Trzeba równych szans w życiu publicznym. Szkolnej edukacji wychowującej w miłości do ojczyzny. Trzeba prawdy i wolności – dzięki pluralizmowi i trwałym wartościom – w telewizji, radio, prasie i internecie.

13:51, marekzpisu
Link Komentarze (1) »