Kategorie: Wszystkie | lotnisko, radom, suski
RSS
piątek, 31 maja 2013
Gwiazdy na odsłonięciu pomnika Lecha Kaczyńskiego

Czerwiec zbliża się wielkimi krokami. Oznacza to także, że już za niespełna trzy tygodnie, dokładnie 18 czerwca, odsłonimy pierwszy w Polsce pomnik śp. Lecha Kaczyńskiego. Członkowie Społecznego Komitetu Budowy Pomnika, którego jestem przewodniczącym, czynią wszelkie starania, żeby uroczystość miała odpowiednią rangę. Z tej okazji do Radomia zaprosiliśmy wielu znamienitych gości, z których wielu potwierdziło już swój przyjazd.

Program uroczystości przewiduje, że o godz. 13.45 odsłonimy wystawę poświęconą ofiarom katastrofy smoleńskiej. Następnie odprawiona zostanie msza św. w intencji śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii oraz wszystkich ofiar spod Smoleńska.

Po Eucharystii, na placu przy pomniku odbędą się wystąpienia, m.in. przedstawiciela Ruchu Lecha Kaczyńskiego, który przedstawi dorobek i dziedzictwo śp. Prezydenta. Zanim nastąpi uroczyste odsłonięcie pomnika, głos zabierze także prezes PiS, Jarosław Kaczyński. Następnie, poświęcenia pomnika dokonają zaproszeni biskupi, w tym. m.in. Andrzej Dzięga i Henryk Tomasik.

Ostatnim punktem uroczystości pod pomnikiem będzie występ Jana Pietrzaka. Dalsza część uroczystości odbędzie się na placu przed Urzędem Miejskim. Na godz. 19 przewidziany został początek koncertu zespołu "De Press", a nieco później Patrycji Markowskiej.

Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w powyższych uroczystościach
Marek Suski
Przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Lecha Kaczyńskiego

czwartek, 30 maja 2013
Ewa Kopacz - dzisiaj Chiny jutro Belweder

Chińscy komuniści manipulują swoją opinią publiczną. Przykrywają niewygodną rocznicę mordu na placu Tienenmen kreowanymi przez siebie wydarzeniami. Dwa lata temu była to ważna wizyta ministra spraw zagranicznych Rosji. W tym roku za parawan posłuży delegacja naszego sejmu na czele z jego Marszałkiem Ewą Kopacz. Czy pani Marszałek nie zna historii? Ależ zna, tylko nie jest po naszej stronie, a po stronie postkomuny. Jako małe dziecko w rodzinnej wiosce, w domu pod Skaryszewem rodzice straszyli ją powrotem Andersa na białym koniu. W jakich domach Anders służył za straszak? Z pewnością nie w tych, które odwoływały się do tradycji walki z sowieckim okupantem i krytycznie podchodzącym do komunistycznych porządków panujących w PRL.

Ewa Kopacz jako młoda dziewczyna skorzystała z możliwości awansu społecznego wybierając studia medyczne. Już w II RP postanowiła zrobić karierę. W 2001 roku w mojej obecności, powiedziała mężowi „Kopacz, ja ci pokażę, jak się robi karierę”. Wcześniej była już członkiem PSL, i w mojej ocenie już do nich zapisała się dla kariery. Wkrótce została dyrektorem ZOZ w Szydłowcu. Ale wszystko wskazywało na to, że Unia Wolności będzie lepszą trampoliną do kariery. Zatem szybko przeniosła się do nowej partii i na okręgowy zjazd wyborczy w Radomiu, zwiozła pracowników kierowanego przez siebie ZOZ i została szefową UW. Kiedy jednak UW przeżywała ciężki kryzys, Ewa Kopacz szybko wskoczyła na Platformę. Wściekłość w UW za jej nielojalność była tak wielka, że zwrócili się do mnie, świeżo wybranego posła z Prawa i Sprawiedliwości, równocześnie jeszcze szefa Porozumienia Centrum w Radomiu, abym szybko zgłosił się po meble i sprzęty do biura poselskiego UW, bo nie chcą ich oddać zdrajczyni Ewie Kopacz. Unia Wolności przepadła, a Ewa Kopacz zrobiła zawrotna karierę w PO. Od posła, przez ministra, aż do Marszałka. Jak się okazuje, po przykładzie Pani Marszałek, takie postawy opłacają się w III RP i dlatego wyjazd do Chin Ewy Kopacz wcale mnie nie dziwi. Ona nie przepuści żadnej okazji, aby skorzystać z awansu społecznego. Wczoraj dyrektorowanie w ZOZ w Szydłowcu, dzisiaj marszałkowanie i wyjazd do Chin. A co jutro? Podobno Komorowski cierpi na bezsenność.

poniedziałek, 27 maja 2013
Prorodzinne maszerowanie

Niedzielne popołudnie w naszym kraju należało do rodzin, które zdecydowały się wziąć udział w Marszach dla Życia i Rodziny. Odbyły się one w wielu miastach Polski. Osobiście miałem okazję poprzeć tę inicjatywę. Wiele osób podkreślało problemy, jakie dotykają współczesne rodziny, zwłaszcza te z większą liczbą dzieci. Nie dziwię się, że jak wskazują badania, tylko 9 procent Polaków jest zadowolonych z prowadzonej przez rząd polityki zwanej prorodzinną. Niemal na każdym kroku bowiem rządzący rzucającą im kłody pod nogi.

Maszerujący tłumaczyli, że chcą zwrócić uwagę na powyższy problem. Zgłaszali także szereg wniosków do dyskusji nad zmianami ustaw, które bez dwóch zdań są obecnie konieczne.


Tagi: Radom
15:16, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 maja 2013
Pusty rękaw Tuska, wist po stronie PiS

Kiedyś politykę porównywano z grą w szachy. Ale polityka  w wykonaniu Donalda Tuska przypomina bardziej szulerskiego pokera, niż królewskie szachy. Od chwili dojścia do władzy, Donald Tusk przyjmował minę pokerowego gracza, jak gdyby miał w rękawie nie jednego, a wszystkie asy z kilku talii. Boleśnie przekonaliśmy się, jak trudno grać z kimś, kto gra znaczonymi kartami.  Wymienię tylko kilka: dama Kluzik-Rostkowska, walet Sikorski czy blotki z PJN.  Kolejne decyzje premiera i jego ekipy pokazały jednak, że każda z kart szybko była zgrana i warta tyle, co obietnice polityków PO, czyli nic. W ostatnim czasie gospodarka dostała zadyszki. Wzrost gospodarczy przypomina renons.  Bezrobocie utrzymujące się na niezwykle wysokim poziomie.  Szerząca się bieda to dla Donalda Tuska kolejne problemy, które mógłby rozwiązać tylko tajemniczy magik. Tyle, że jak przyznał na konferencji prasowej premier, takiego w Polsce nie ma. Ciekawe, jak szybko obiecywana, wymarzona zielona wyspa zamieniła się w krainę osnutą szarą mgłą, w której Tusk próbuje skryć kolejne kompromitujące jego ekipę posunięcia. Oczywiście cała propaganda wmawia Polakom, że to wina demonów PiS-u, smoleńskiej sekty krzykaczy, którzy wciąż dopominają się o prawdę ze Smoleńska, i rzekomo niemodne konserwatywne wartości. Tymczasem w Sejmie coś się zmienia. Za przykładem piątkowego turnieju brydża, jaki stoczyli parlamentarzyści z dziennikarzami,  PiS postanowił podjąć wyzwanie i zagrać z Tuskiem w karty, tyle że nie w pokera, a w brydża sportowego.  Po wymianie kart na nowe, okazało się, że kontrakt zadeklarowany przez PiS w licytacji jest o wiele ciekawszy niż to, co ma do zaoferowania PO. I choć jeszcze PO ma rząd, to wist należy do Prawa i Sprawiedliwości. 

Zaraz po tym kiedy do mediów dotarły informacje na temat programu PiS, który zostanie przedstawiony na kongresie partii w czerwcu, PO zaczęła krzyczeć „kontra” to nie możliwe, nie ma na to pieniędzy. Rozdzwoniły się telefony z pytaniami. Wiele osób pyta mnie, czy ich wprowadzenie jest obecnie możliwe skoro Tusk mówi, że nawet magik by nie zdołał. Odpowiadam więc: TAK! I to bez żadnej magii, tylko dzięki racjonalnej analizie sytuacji w naszym kraju i wyjściu w stronę rozwiązywania problemów, a nie ich kumulowania, jak czynią obecnie rządzący. W programie znalazło się wiele istotnych punktów, z których najważniejsze wydają się m.in. powrót do 22-procentowej stawki VAT, zmiany w systemie emerytalnym (przywrócenie wieku emerytalnego), likwidacja gimnazjów, likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia czy walka z bezrobociem wśród młodych i pomoc w odblokowaniu im dróg awansu zawodowego. W końcu obniżenie podatków dla małych i średnich firm, co wzbudza największe opory w PO. W państwie, jak w brydżu, od doboru partnera w grze, zależy bardzo wiele. A od tego, czy wybierzemy przygotowaną drużynę do ciężkiej i uczciwej pracy, czy szulera już bez asów w rękawie,będzie zależał los nas wszystkich.  

czwartek, 23 maja 2013
Pani redaktor Agnieszka Kublik wysyła mnie do lekarza

Wbrew zasadzie odebrałem dziś telefon z zastrzeżonego numeru. Z reguły nie odbieram takich telefonów, bo najczęściej są to prowokacje bądź obelgi. Kiedyś ktoś podający się za Afroamerykanina starał się mnie wyprowadzić z równowagi twierdząc, że ma pewną część ciała większą niż ja i dlatego jestem zakompleksionym rasistą. Innym razem jakaś pani podająca się za lesbijkę, koniecznie chciała się spotkać i opowiedzieć o swoich kłopotach. Tym razem z zastrzeżonego numeru zadzwoniła Pani redaktor GW Agnieszka Kublik.

Już pierwsze pytanie było dość dziwne: „Panie pośle, jak się pan czuje?” Odpowiedziałem pytaniem podejrzewając jakiś podstęp: „ a w jakim kontekście Pani pyta?” No i okazało się, że Pani redaktor jest bardzo zatroskana o moje zdrowie po moim podtruciu się zapaszkiem orła w radiowej trójce. Kiedy powiedziałem, że niemiły efekt powąchania stwora minął mi po dwóch godzinach, wyraźnie w głosie Pani Kublik odczułem jeszcze większą troskę. Pani redaktor przekonywała mnie, że nikomu się nie zdarzyło mieć takich objawów, jakie były moim udziałem i w związku z tym poradziła mi, że powinienem iść do lekarza i się przebadać, bo może mam jakieś uczulenie.

Rozczuliłem się troską poczciwej kobiety z GW, i pomyślałem, że może oni nie są aż tacy straszni, jak ich malują. A co do lekarzy, to znam kilku i mogę odstąpić wizytę w ramach rewanżu za dobroć,  jaka płynie od Pani redaktor bardziej potrzebującym, na przykład Niesiołowskiemu. W dalszej rozmowie Pani Agnieszka przekonywała mnie, że przebarwienia jakie są widoczne na orle to kunszt wykonawcy, a nie ślady rozkładu ptaka. Pytała także czy jestem usatysfakcjonowany odpowiedzią, jaką otrzymałem z Polskiego Radia. Powiedziałem, że odpowiedź jaką otrzymałem mailem mnie nie satysfakcjonuje, bo odsyła mnie do rzecznika prasowego, a ten nie odpowiedział. Wtedy usłyszałem zarzut, że nie czytam korespondencji, bo podobno wszyscy posłowie Komisji Skarbu Państwa otrzymali w tej sprawie odpowiedz od Polskiego Radia. No i już wiem o co chodzi GW. Nie dość, że jestem bardzo słabowity, to jeszcze nie czytam korespondencji. Znaczy oczywiście, że nie nadaję się na posła. Pani Kublik dała się poznać wielokrotnie jako wybitna specjalistka od biczowania wrogów politycznych i jak sądzę, jej troska o moje zdrowie jest podszyta zupełnie czymś innym. Ponieważ wiem, że jest osobą do specjalnych zadań i trudnych przeciwników, czuję się dowartościowany i z zaciekawieniem czekam, jak mnie obsmaruje. Pewnie przy okazji GW będzie miała jeszcze inne poważne wnioski.

A tak przy okazji pomyślałem, kiedyś radio było sztuka, dziennikarstwo szanowanym wolnym zawodem, a gazety szczujki nazywano gadzinówkami. Ale to było kiedyś.

Sprawdzam zatem maila i nic. Dzwonię do sekretariatu komisji. Jest pismo do wiadomości przewodniczącego komisji informujące o otrzymaniu przeze mnie odpowiedzi. A więc szukam dalej. W skrytce w przejściu podziemnym znajduję pismo z Polskiego Radia, które przyszło wczoraj datowane na 20 maja. Treść jest pasjonująca . Ten entuzjazm zespołu Programu 3 i piękny zapach, o jakim wszyscy mówią. No i te 80 odcinków przedstawiających sukcesy Polaków. No po prostu wartościowa bajka bogata w treści i jak tu nie wyć z zachwytu!

A może jestem nadwrażliwy, bo chyba król (możeł) nie jest nagi!

Skan pisma załączam poniżej



W cud Tuska nie wierzę!

Chciałbym, żeby spotkania z posłami z innych regionów Polski w Radomiu były okazją do dzielenia radości z faktu, jak miasto rozwija się pod względem infrastrukturalnym. Z bólem serca patrzę jednak na przebudowę dworca PKP, która niemal ze stuprocentową nie zakończy się zgodnie z kolejnym terminem, czyli w lipcu tego roku (w sumie opóźnienie wynosi już 16 miesięcy!). Na spotkaniu z dziennikarzami tę tezę potwierdził także Andrzej Adamczyk, wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury.

W wielu rozmowach z robotnikami i radomianami bacznie obserwującymi rozwój prac wokół dworca, co chwila pojawiało się stwierdzenie, że pełne ukończenie inwestycji w lipcu mogłoby się zdarzyć tylko w przypadku drugiego cudu Tuska. Mało jest jednak takich osób, które w niego wierzą.

Gość, który przyjechał dzisiaj do Radomia stwierdził, że przy remoncie dworca aż razi w oczy ignorancja, brak nadzoru oraz brak kompetencji tych, którzy są odpowiedzialni za wykonywanie poszczególnych zadań. Zwrócił uwagę, że do dzisiaj PKP zrealizowała zaledwie 10 procent przedsięwzięć inwestycyjnych, które ujęte były w perspektywie finansowej 2007-2013. Z unijnych dotacji aż 10 miliardów może więc być zaprzepaszczonych. Uważam, że konieczne jest wyciągnięcie konsekwencji wobec osób marnotrawiących publiczne pieniądze. Złożyłem m.in. dwie interpelacje dotyczące opóźnień w budowie kolejowej "ósemki" i drogi S7. Chciałbym wreszcie dowiedzieć się, jakie są realne terminy zakończenia tych inwestycji. Wspólnie z kolegami z PiS-u zwrócimy się też o zwołanie debaty sejmowej na ten temat. A ministra Nowaka, wzywam do tego, żeby przestał bawić się zegarkami, a wziął się za robotę. Apeluję także do marszałek Ewy Kopacz, żeby zainteresowała się wreszcie tym, co dzieje się w jej okręgu wyborczym.

15:22, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 maja 2013
Tusk już nie zgasi pożaru na platformie!

Obecna Platforma przypomina płonącą platformę wiertniczą. Ogień tryska na wszystkie strony. Temperatura wzrasta w coraz szybszym tempie, a dookoła na okalającym platformę oceanie szaleje sztorm. Każdy chce wiać, ale nie bardzo jest dokąd. Eurowybory dopiero za rok, a pożar już parzy w stopy. Konstrukcja trzeszczy w szwach, a dotychczas przychylne dla rządu media ogarnęła niechęć do wodza PO. Tusk zapowiada, że zrobi rekonstrukcje rządu, a na zwołanym posiedzeniu zarządu PO dokona kolejnej przemiany skłóconych platformersów w wiernych i potulnych poddanych. Ale nastrój w PO jest już całkiem zły. Dziś posłowie z PO jak nigdy dotąd otwierają usta w kuluarach nawet przed nami z Prawa i Sprawiedliwości. Mówią, że sytuacja państwa jest tak zła, że najchętniej oddaliby nam władzę. Bo w tej sytuacji każdy będzie musiał podejmować niepopularna decyzje i nie wytrzyma pełnej kadencji sejmu.  Nie powiem oczywiście z kim rozmawiałem, bo mogłoby to się skończyć niemile dla tych, którzy opowiadają co się dzieje w ich partii. Mogę jednak opisać kilka zdarzeń świadczących o panice w PO.

Zwolennicy Tuska spotykają się nocami w małych grupkach i debatują, na kogo mogą liczyć przy ponownym wyborze Tuska na szefa partii. Inna grupa ma zamiar powalczyć o przywództwo w PO dla Gowina. Są na tyle zdeterminowani, że mówią wprost: powalczymy, a jeśli się nie uda to tworzymy nową partię. Tyle, że z powołaniem nowego podmiotu planują wstrzymać się dopiero na krótko przed wyborami. Tymczasem Gowin spotyka się ze Schetyną i po tych spotkaniach oznajmił, że Grzegorz powinien wrócić do rządu. A sam Schetyna spotyka się intensywnie ze swoimi i to nie tylko w sejmie, ale także jeździ w teren, na co Tusk nie ma czasu albo ochoty.

Byłem świadkiem takiej sceny. Roześmiani posłowie wychodzą z gabinetu przewodniczącego Schetyny i głośno rozprawiają o tym, że Tusk się kończy. Wydaje się, że to, co wydawało się niemożliwe, czyli połączenie w walce z Tuskiem, Gowina i Schetyny stało się faktem. Natomiast zwykli posłowie w klubie PO mają coraz większe pretensje do Tuska o liczne niezałatwione sprawy i posady dla swoich. Afera zegarkowa Nowaka wzbudza prawdziwą złość. Po jednym z posiedzeń komisji pewna posłanka PO powiedziała z wściekłością do koleżanek: „gdyby to nie był nasz rząd, to ja bym im pokazała”. Parlamentarzystka, do której to mówiła, pokazała rozmówczyni, że ja idę za nimi i rozmowa się ucięła. Boleśnie polityków Platformy niezwykle kłuje to, iż już nie są w mediach zbyt pożądanymi personami. Tylko najbardziej wierni dziennikarze nadal kreują ich na znawców wszechrzeczy. Jednak w tych relacjach coś wyraźnie pękło. Dowodem może być to, że dziennikarze pytali w Świnoujściu Nowaka o to, „Panie Ministrze, która godzina?” A następnie pozwolili sobie na kolejny żart.  Proponowali ministrowi, aby zawarł nowy ślub z morzem, tyle że nie za pomocą pierścienia, a zegarka. Tusk i jego otoczenie chyba nie do końca zdają sobie sprawę, że zapadła decyzja o wymianie premiera, ale widać, że mają  strach w oczach. Nie mogą być już pewni nawet swoich posłów, bo ci rozglądają się za alternatywą dla Tuska. Pewnie nie nastąpi to bardzo szybko, ale w PO panuje od kilku dni atmosfera charakterystyczna dla schyłkowego gnicia, podobna do tej z czasów końca AWS. A takiego procesu jeszcze nikomu nie udało się powstrzymać, co oznacza koniec Tuska i dotychczasowej formuły PO.

Z młodymi o polityce, i nie tylko...

Ostatnio miałem okazję rozmawiać z redaktorem portalu Odważ się mówić. W przygotowywanym przez niego materiale znalazło się wiele ciekawych kwestii, na które mogłem się wypowiedzieć.

Rozmawialiśmy m.in o miejscu młodych w polityce. Wydaje mi się, że istnieje ogromna potrzeba świeżego spojrzenia, optymizmu, chęci pracy, chęci zrobienia czegoś dobrego a jednocześnie potrzeba jest ludzi nieuwikłanych w stare sporty, w agenturę w całą zgniliznę PRL-u. Pojawił się temat reform, które potrzebne są obecnie do tego, żeby stworzyć młodym szansę do działania.

Uważam także, że w obrębie polityki prorodzinnej, nazywanie ją zbioru różnorodnych przepisów, często do siebie nieprzystających, byłoby nadmiernym optymizmem. Taka polityka jest potrzebna i trzeba ją stworzyć kompleksowo, nie na zasadzie łatania dziur, jak czynią to rządzący.

Nie mogło zabraknąć również tematu katastrofy smoleńskiej. Miałem okazję przypomnieć, że nie należę do żadnej frakcji. Uważam, że są to wymysły medialne i polityczne, tych którzy chcieliby doprowadzić do rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości. Ale PiS nie dzieli się na żadne sekty, wyznawców i ateistów. My chcemy budować uczciwą i sprawiedliwą Polskę. A Polska taka, bez wyjaśniania katastrofy smoleńskiej nie będzie. 

Pełny tekst wywiadu znajduje się pod linkiem: http://odwazsiemowic.blogspot.com/2013/05/wywiad-z-posem-markiem-suskim-prezesem.html

12:16, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 maja 2013
„Żołnierze Wyklęci” nadal wyklęci!

Czasem drobne na pozór zdarzenia mają wielkie znaczenie ze względu na swoją symbolikę, wskazującą na poważny problem. Dzięki nim zadajemy sobie pytanie o przyczyny zaistniałego zjawiska, a odpowiedz czasem wpływa na nasze decyzje i pobudza do działania. Myśląc o Polsce, zadajemy sobie pytanie: Jaka jest nasza Ojczyzna? I czy my możemy coś zrobić, żeby zmienić ją na lepszą? Media głównego (czytaj mętnego) nurtu wbijają nam do głowy, że III RP jest wolnym i suwerennym krajem, że powinniśmy się cieszyć taką wolnością, jaką mamy i że panujące w Polsce stosunki społeczno-gospodarcze są najlepsze z możliwych. Rząd głosi, że najlepiej w Europie radzimy sobie z kryzysem i jesteśmy prawdziwą „zieloną wyspą”, wręcz rajem dobrobytu i praworządności. A dla światłych rządów PO nie ma alternatywy. Oczywiście są to kłamstwa, a poniżej przedstawiam jeszcze jeden dowód na to oszustwo.

Opisuję na pozór drobną sprawę, jaką była decyzja o nie nadaniu nazwy „Żołnierzy Wyklętych” rondu w Grójcu. Z inicjatywy społeczeństwa gminy został utworzony „Społeczny Komitet Uczczenia Pamięci Żołnierzy Wyklętych”. Zebrano setki podpisów pod wnioskiem skierowanym do Rady Miasta w sprawie uhonorowania niezłomnych w walce o wolną Polskę żołnierzy. My, członkowie Prawa i Sprawiedliwości włączyliśmy się w zbieranie podpisów indywidualnie, aby nie dać najmniejszego pretekstu przeciwnikom tego pomysłu. Jednak nic nie pomogło. Radni Platformy ręka w rękę z radnymi SLD i PSL, odrzucili wniosek setek obywateli nadając rondu nazwę „Warszawskie”. Przy udziale licznie zgromadzonej publiczności radni przegłosowali kontr wniosek, aby zablokować uczczenie bohaterów walczących przeciwko okupacji niemieckiej, a potem sowieckiej i władzy komunistycznej.

Właśnie to z pozoru mało ważne wydarzenie należy do kategorii tych o głębokim znaczeniu. To dowód, że komuna trwa nadal i trzyma się mocno pod kolejnym przybranym imieniem - Platforma Obywatelska. Komuna, co niby przeminęła, ma się dobrze dzięki PO i to nie tylko na szczeblu rządu, ale także na dole, w gminnych samorządach. Może ktoś powie, że przesadzam. To proszę odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego Żołnierze Wyklęci” nie są godni, aby mieć w Grójcu swoje rondo?”.

Odmowa nadania imienia rondu, bohaterów walki z bolszewikami i zdrajcami, przez swoją symbolikę, obala całkowicie wszystkie twierdzenia o państwie, które obaliło komunę i posiada społeczeństwo obywatelskie. Rada Gminy Grójec depcząc pamięć o bohaterach i lekceważąc obywatelskie inicjatywy, odkryła się ze swoim postkomunizmem. I nie ma znaczenia, że radni nie zostali wybrani z listy o nazwie SLD, PO czy PSL. Członkowie i sympatycy tych partii ukryli się w komitetach o ładnych, ale nic nie znaczących nazwach. Wiedzieli, że ludzie by ich nie poparli gdyby wystartowali jako SLD. Udawali podczas wyborów, że są apolityczni, a po wyborach realizują ściśle politykę partyjną. Nie dziwię się specjalnie członkom SLD i PSL wywodzącym się partii postkomunistycznych wygenerowanych z PZPR i ZSL, że ukrywają swoje pochodzenie, bo wielu ludzi pamięta ich rządy, poddańcze wobec komunistów z Moskwy.

Ale największym oszustwem jest Platforma, która miała usta pełne frazesów o budowaniu społeczeństwa wolnego i obywatelskiego, a której teraz członkowie ręka w rękę z postkomuną głosowali przeciw uczczeniu bohaterskich żołnierzy. To głosowanie pokazało kim są naprawdę. Dlatego przy najbliższych wyborach trzeba bardzo uważać, aby nie dać się znowu oszukać. Patrzmy, kto co robi, a nie jak nazwie swój komitet wyborczy. A najlepiej głosować na Prawo i Sprawiedliwość, które jako jedyne miało odwagę startować pod swoją nazwą. A jeśli zagłosujemy dobrze, to takie haniebne decyzje nie będą zapadać. Tymczasem nazywajmy wbrew decyzji Rady Miasta, a w zgodzie z naszymi oczekiwaniami, nowe rondo imieniem „Żołnierzy Wyklętych”. Pamiętajmy o bohaterach, ale także o zdrajcach!

Tagi: PIS PO
22:31, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 maja 2013
Krótkotrwałe użycie zegarka ma znikomą szkodliwość społeczną!

Sprytnie tłumaczy się Sławomir Nowak z noszonego drogiego zegarka. „Zamieniłem się z kolegą na zegarki. Na jakiś czas, a po tygodniu go zwróciłem”. Kiedyś w Warszawie, na Pradze była szkoła złodziei. Uczono tam podstawowych zasad obrony. „Jak cię złapią za rękę w czyjeś kieszeni – mów nie moja ręka”, a jak cię gonią po włamie, krzycz z innymi „łapać złodzieja”. Pomyślą wówczas, że ty także jesteś członkiem pogoni za przestępcą i unikniesz złapania. Sposób tłumaczenia rodem z praskiej szkoły złodziei jest ciągle żywy, a nawet jest twórczo rozwijany.

Legenda „o zegarku Sławka Nowaka” przypomniała mi pewną historię. Jakieś dwadzieścia lat temu skradziono mi samochód. Przestępcę złapałem własnoręcznie po godzinie w moim aucie i doprowadziłem do zatrzymania przez policję. Ale złodziej był sprytny, co najmniej jak minister PO. A jego legenda była nawet ciekawsza niż Sławka. Tłumaczył, że znalazł mój samochód przed chwilą z wybitą szybą i chciał odprowadzić go do warsztatu w celu naprawy. Prawda jaki Dobroczyńca? Jak się później okazało, złodziej był recydywistą na przerwie kary i znał skuteczne kruczki prawne. Ku mojemu zdziwieniu prokurator dał wiarę w tłumaczenie bandziora i zdecydował o  jego wypuszczeniu. Kiedy następnego dnia spisywałem protokół na policji, dowiedziałem się, że w nocy po wypuszczeniu sprawcy kradzieży na gorącym uczynku, policja zatrzymała go ponownie. Tym razem w sklepie, do którego wszedł przez zbitą szybę wystawową. Ale policjant z uśmiechem oznajmił mi, że i tym razem złodziej tłumaczył, że nie włamał się do sklepu, tylko wszedł po to by chronić mienie przed złodziejami. I również w tym wypadku prokurator nie widział potrzeby zatrzymania delikwenta.

Po wielu miesiącach zapadł wyrok kilku miesięcy w zawieszeniu i oczywiście bez zadośćuczynienia dla mnie za szkody. Sąd zakwalifikował to jako krótkotrwałe użycie samochodu i, jako że to znikoma szkodliwość czynu, wydal łagodny wyrok.  Z uwagi na biedę przestępcy nie zasądził na moją rzecz zadośćuczynienia i poradził mi, że nie warto dochodzić swoich roszczeń, bo tylko wydam pieniądze, a od łobuza i tak nic nie wyegzekwuję. Kiedy słyszę, jak się tłumaczy minister Nowak, odnoszę wrażenie, że kończył tę samą szkołę co tamten złodziej. Bo krótkotrwałe użycie zegarka to sprytna zagrywka, jakby rodem z praskiej szkoły złodziei. Premier Donald Tusk też ma poczucie sprawiedliwości, jak opisany przeze mnie prokurator. W ogóle to PO ma kłopoty z kolekcjonerami. Pamiętacie jak Piskorski zrobił majątek na kupionych na bazarku starodrukach? Sprawa Nowaka jest, jak to się mówi, rozwojowa, bo dziennikarze pokazali jego zdjęcia z kilkoma jeszcze innymi drogimi zegarkami, które używał nieco dłużej niż złodziej mój samochód. 

I jeszcze z ostatniej chwili!
W Świnoujściu 17 maja otwierano nadbrzeże w gazoporcie LNG w Świnoujściu. Nie zaproszono parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, chociaż ta inwestycja to zasługa PiS. Za to dziennikarz na konferencji prasowej zamiast wychwalać Platformę zapytał Nowaka: „Panie ministrze, która godzina?”. No i wziął rewanż. W niedzielę w Szczecinie odmówiono sali Jarosławowi Kaczyńskiemu pomimo, że umowa była podpisana prawidłowo. 

15:36, marekzpisu
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3