Kategorie: Wszystkie | lotnisko, radom, suski
RSS
środa, 21 lipca 2010
Katarski blamaż Tuska

Realizacja budżetu państwa przez koalicję PO – PSL w 2009 r. na przykładzie tzw. inwestycji katarskich.

W  2009 r.  wywiązał się w Polsce skandal związany z likwidacją naszego przemysłu stoczniowego. Była to prywatyzacja, w stylu platformerskim szumnie  nazywana prywatyzacją polskich stoczni przez „katarskiego inwestora”.  Cała operacja z Katarczykiem i rzekomymi  inwestycjami w polskie stocznie, w których rząd zapowiadał budowę tankowców do przewozu gazu, okazała się wielką fikcją. Prywatyzacyjnego profesjonalizmu PO nasz przemysł stoczniowy nie przeżył.  Katarski inwestor okazał się nie być żadnym Katarczykiem i ta koszmarna zjawa ze scenariusza autorstwa Aleksandra Grada pt.: „Krótki  film o zabijaniu polskiej gospodarki” rozpłynęła się jak we mgle.

Na posiedzeniu Komisji Skarbu Państwa  w dniu 1 lipca 2009r., podsekretarz stanu Zdzisław Gawlik zapowiadał w imieniu rządu intratne kontakty gospodarcze i polityczne z Katarem. Podpisaliśmy wielki kontrakt na import gazu. Zapowiadano powołanie spółki Polskie Stocznie do produkcji tankowców przewożących skroplony  gaz ( 3 -  4  statki rocznie). Pracę w stoczniach miało znaleźć 5 tysiące osób.  Inwestycje miały być gwarantowane przez  Banku Kataru. Po wizycie Grada w krajach Bliskiego Wschodu mieliśmy sprzedawać uzdrowiska i pozyskać inwestorów dla energetyki przemysłu chemicznego i petrochemii. Te wspaniałe perspektywy uzasadniały  zakup budynku na ambasadę Kataru w Polsce. Minister Skarbu  Państwa korzystając z prawa pierwokupu kupił  budynek na ambasadę Kataru w Warszawie. Inwestycja została  rozłożona na trzy lata. W roku 2009, gdy rząd szukał oszczędności, budżet państwa wydał na to prawie 7,4 mln zł. W tym roku miał wydać,  7,3 mln, a w przyszłym 6,7 mln. W sumie 21,4 mln zł.

Obecnie ambasada Kataru mieści się w pokoju hotelowym. To trochę wstyd. Ambasada takiego kraju jak Katar zasługuje na bardziej okazałą siedzibę. Dlatego katarscy dyplomaci upatrzyli sobie Pałac Szaniawskich przy ul. Miodowej w samym centrum Warszawy. - Nie mogą go kupić, bo obiekt należy do miasta. Jeśli gmina chciałaby go sprzedać, musiałaby ogłosić przetarg. Wtedy mogłoby się okazać, że ktoś zaoferuje lepszą cenę i to nie katarscy szejkowie kupią budynek  - mówi Maciej Wewiór, rzecznik prasowym Ministerstwa Skarbu Państwa. -Wszystko odbędzie się bez szkody dla polskiego podatnika. Strona katarska pokryje wszystkie koszty, włącznie z podatkiem VAT - zapewnia poseł PO Tadeusz Aziewicz, przewodniczący Sejmowej Komisji Skarbu Państwa. -To zaskakujące. Nigdy nie słyszałem o procedurze kupowania budynku pod ambasadę obcego państwa w Polsce - mówił Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

We wrześniu 2009r. na posiedzeniu Komisji Skarbu Aleksander  Grad mówi, że nie może nawiązać kontaktu z niedoszłym inwestorem.  Mówi także że otrzymał list od ambasadora Kataru i że jest nowy inwestor , który może przejąć zobowiązania po swoim poprzedniku. Kolejna obietnica ministra Grada okazała się pusta. Do transakcji nie doszło a majątek postyczniowy jest  wysprzedawany w częściach, bez gwarancji produkcji statków.

W piśmie  z dnia 12 lipca 2010r. Minister Grad twierdzi, że Minister Skarbu nie był stroną żadnej umowy sprzedaży składników majątku Stoczni… Zarządca Kompensacyjny wzywał Stichting Particulier Founds Greenrights do zawarcia ostatecznych umów przenoszących własność składników majątkowych  Stoczni Gdynia SA oraz Stoczni Szczecińskiej Nowa Sp. Z o.o., uznając iż nie doszło do zawarcie umów wyłącznie z przyczyn leżących po stronie SPFG …. Minister Grad ucieka od odpowiedzialności choć  to on powoływał i nadzorował działalność Zarządcy Kompensacyjnego.

Tak jak z inwestorem Katarskim tak i z Ambasadą Kataru transakcja nie doszła do skutku. Również w tym przypadku Minister Skarbu twierdzi,  że wina leży po stronie Kataru, bo budynek nie spełnia wymogów Katarczyków. Jaka jest prawda skoro w ubiegłym roku Ministerstwo Skarbu twierdziło, że to sami Katarczycy wskazali omawiany obiekt na swoja ambasadę?

A tak naprawdę Ministerstwo Spraw Zagranicznych Kataru podjęło decyzję, że nie chce mieć ambasady w Polsce. Dlaczego?

Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest niechęć Kataru do Polski po współpracy z Ministrem Gradem.

W tym kontekście należy zadać zapytanie: jakie straty poniosło państwo polskie w wyniku tak niefrasobliwie prowadzonych działań związanych z zakupem budynku ambasady? Co prawda Minister Szmit zakomunikowała, że 6 lipca tego roku pieniądze wróciły na konto Ministerstwa Skarbu w wysokości zapłaconej przez ministerstwo. Jednak budżet państwa poniósł koszty aktów notarialnych i wyceny oraz poniósł  straty na utraconych odsetkach od kwoty ponad  7 milionów zł, którymi przez około rok dysponował samorząd. Straty można szacować na kilkaset tysięcy złotych.

Jeszcze ważniejsze jest pytanie jakie straty poniosło i poniesie w przyszłości państwo polskie w związku ze zniechęceniem poważnego inwestora do rozszerzenia współpracy z naszym krajem? Państwo polskie utraciło wiarygodność, co kosztuje znacznie więcej niż straty z tytułu nieudanej operacji ze stoczniami i ambasadą Kataru. A jest to  tylko jeden z przykładów fatalnego gospodarowania skarbem państwa przez obecna ekipę.


Marek Suski

14:27, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 lipca 2010
Czy Polska jest bezpieczna?

12:16, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »
CBA w domu Piotra Szprendałowicza.

"Myśliwska fuzja pogrąża polityka Platformy"
Myśliwska pasja może zaszkodzić w karierze drugiemu już politykowi PO: najpierw w obawie o wizerunek broń porzucił Bronisław Komorowski. Teraz kłopoty ma kolejny działacz partii Donalda Tuska. Bo wiadomo, że jeśli w pierwszym akcie na ścianie wisi fuzja, to w ostatnim wystrzeli.
Centralne Biuro Antykorupcyjne odebrało fuzję wicemarszałkowi województwa mazowieckiego i kandydatowi na urząd prezydenta Radomia Piotrowi Szprendałowiczowi.
Agenci CBA pojawili się w domu młodego (38 l.) i robiącego błyskawiczną karierę w strukturach PO wicemarszałka w ostatnich dniach maja. – Zabezpieczyli wtedy broń myśliwską, trafiła do depozytu – wyjaśnia nam jeden z prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Chełmie. Wizyta była efektem śledztwa dotyczącego podejrzeń o popełnienie przez marszałka Szprendałowicza przestępstw „przeciw dokumentom”.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, chodzi o trzy kolejne paragrafy kodeksu karnego mówiące o fałszowaniu dokumentów. – Podejrzewamy, że sfałszował swój egzamin myśliwski i wyłudził od komendanta wojewódzkiego policji w Radomiu pozwolenie na broń – tłumaczy nam jeden z rozmówców.
Według materiałów zgromadzonych przez agentów CBA wicemarszałek w dniu swojego egzaminu myśliwskiego był daleko poza Radomiem. Jego egzamin był fikcją.
Sam marszałek, który niedawno został wskazany przez PO jako kandydat na prezydenta Radomia, nie chce komentować sprawy. – Nie pozwolił mi na to prokurator, dziwię się, skąd państwo macie o tym informacje – wyjaśniał wczoraj w „DGP”.
Robert Zieliński
www.dziennik.pl

"Myśliwska fuzja pogrąża polityka Platformy"

Myśliwska pasja może zaszkodzić w karierze drugiemu już politykowi PO: najpierw w obawie o wizerunek broń porzucił Bronisław Komorowski. Teraz kłopoty ma kolejny działacz partii Donalda Tuska. Bo wiadomo, że jeśli w pierwszym akcie na ścianie wisi fuzja, to w ostatnim wystrzeli.

Centralne Biuro Antykorupcyjne odebrało fuzję wicemarszałkowi województwa mazowieckiego i kandydatowi na urząd prezydenta Radomia Piotrowi Szprendałowiczowi.

Agenci CBA pojawili się w domu młodego (38 l.) i robiącego błyskawiczną karierę w strukturach PO wicemarszałka w ostatnich dniach maja. – Zabezpieczyli wtedy broń myśliwską, trafiła do depozytu – wyjaśnia nam jeden z prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Chełmie. Wizyta była efektem śledztwa dotyczącego podejrzeń o popełnienie przez marszałka Szprendałowicza przestępstw „przeciw dokumentom”.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, chodzi o trzy kolejne paragrafy kodeksu karnego mówiące o fałszowaniu dokumentów. – Podejrzewamy, że sfałszował swój egzamin myśliwski i wyłudził od komendanta wojewódzkiego policji w Radomiu pozwolenie na broń – tłumaczy nam jeden z rozmówców.

Według materiałów zgromadzonych przez agentów CBA wicemarszałek w dniu swojego egzaminu myśliwskiego był daleko poza Radomiem. Jego egzamin był fikcją.

Sam marszałek, który niedawno został wskazany przez PO jako kandydat na prezydenta Radomia, nie chce komentować sprawy. – Nie pozwolił mi na to prokurator, dziwię się, skąd państwo macie o tym informacje – wyjaśniał wczoraj w „DGP”.

Robert Zieliński

www.dziennik.pl

11:19, marekzpisu
Link Dodaj komentarz »